Słowa Płyną

Słowa Płyną

Val Fex - hiking po najpiękniejszej dolinie Górnej Engadyny

Val Fex - hiking po najpiękniejszej dolinie Górnej Engadyny

Czas pobytu w Szwajcarii kurczył się niemiłosiernie. Czego nie można było powiedzieć o liście z miejscami opatrzonymi hasłem “do odwiedzenia”. Wybór padł na Engadynę, długą na 100 km dolinę, uważaną za jedną z najpiękniejszych w tym kraju. Nasze serce skradła jednak poboczna i dużo mniejsza, bo licząca 8 km dolina Val Fex. Obserwując ją o zachodzie słońca, pozostawiła w nas wrażenie “małego raju”, ale również pewnej nierealności. Gdzieś przecież powinny być granice zachwytów, które wywołuje natura.

Zanim jednak trafiliśmy do Val Fex, sporo się nachodziliśmy. 

Dzień rozpoczynamy od spakowania plecaków, których zawartość przyda się na całodniowy hiking. Odpalamy auto i zmierzamy w kierunku Sankt Moritz. Jest weekend i na drodze krajowej nr 29 panuje spory ruch. Jedziemy ostrożnie, mijając niezliczoną ilość motocyklistów i rowerzystów. Ci ostatni zasługują na szczególne uznanie. Od momentu, kiedy opuszczamy dolinę Poschiavo, pniemy się tylko w górę.

Odpoczynek przychodzi 16 km dalej i 1200 m wyżej, kiedy docieramy do Lago Bianco i przełęczy Bernina. Lada moment przekraczamy granicę Górnej Engadyny.

Po lewej stronie wyłania się jezioro Silvaplana (w języku romansz Lej da Silvaplauna) - raj dla windsurferów oraz kitesurferów. Przez jezioro przepływa rzeka Inn, którą mieliśmy okazję zobaczyć w Innsbrucku.

Stąd już niedaleko do miasteczka Sils im Engadin/Segl, gdzie parkujemy samochód.

Jak wygląda nasz plan na najbliższe godziny?

1. Startujemy z północno-wschodniego krańca jeziora Sils (1797 m n.p.m.). Naszym celem jest Muott'Ota (2457 m n.p.m.).

2. Do Sils im Engadin/Segl wracamy pętelką, przez dolinę Val Fex. Łącznie do przejścia mamy około 13,5 km.

Kijki w dłoń i ruszamy!

Początek trasy wiedzie przez lasy i pola. Mimo iż droga często prowadzi po płaskim, to jednak zdarzają się podejścia, po których odpoczynek jest wskazany i niezbędny. :) Tym razem żaden pociąg nam nie pomoże.

2 godziny później. W oddali jezioro Silvaplana, które będzie nam towarzyszyć jeszcze przez długi czas.

Czy to oznacza, że dotarliśmy na miejsce? Niezupełnie. Według mapy mamy jeszcze trochę do przejścia. Przystajemy na moment, zastanawiając się, o co chodzi. Zupełnie jak Ci turyści, których obserwowaliśmy niedawno.

Decydujemy, że idziemy dalej i bardzo nam się to podoba. :)

Chmury biegają w tę i z powrotem, rzucając cienie gdzie popadnie.

"Góra" zdobyta! :)

Siadamy i delektujemy się widokami. Niemal z każdej strony otaczają nas szczyty leżące w paśmie Bernina. Wśród nich znajduje się masyw Corvatsch, który tworzą trzy szczyty. Na wysokość najniższego (3300 m n.p.m.) wyjeżdża kolejka linowa.

Na Muott'Ota nie bawimy długo. Mimo że warunki pogodowe są sprzyjające, a oczy nie zdążyły jeszcze uchwycić wszystkich detali, zbieramy plecaki i ruszamy dalej. Przed nami jeszcze zejście do doliny, a następnie powrót do miasteczka Sils im Engadin/Segl.

Podobno można wyczuć różnicę w mleku od krów, które pasą się wysoko w górach. Osobiście tego nie sprawdziłam, ale jestem w stanie uwierzyć na słowo.

Alpejskie pastwiska pokrywają się krowami (a także kozami i owcami) wraz z nadejściem lata. Kiedy dni stają się krótsze, a noce chłodniejsze, zwierzęta ubrane w zdobne wianki są sprowadzane z powrotem do doliny. Powrót "na niziny" to jedno z najważniejszych świąt w kalendarzu Szwajcarów. I z pewnością najpiękniejszych.

Na horyzoncie pasmo Albula, które góruje na jeziorami Silvaplana i Sils, i ciągnie się aż do Davos.

Po drodze zatrzymujemy się w Alp Da Segl. Na zewnątrz suszy się pranie, za ogrodzeniem biegają króliki, a przy stoliku obok, sącząc orzeźwiające napoje, odpoczywa para rowerzystów. Powietrze przepełnia atmosfera spokoju i błogości, i aż ciężko uwierzyć, że niecałe 15 km dalej leży światowe Sankt Moritz.

Aby trafić do raju, trzeba przejść przez las.

“There is no place I love as much" - tak o dolinie Val Fex napisał kiedyś Fryderyk Nietzsche. Niemiecki filozof pomieszkiwał w tej okolicy w latach 1881-1888.

Val Fex jest jedną z najwyżej położonych i stale zaludnionych dolin w Szwajcarii. Na wysokości 1800-2000 m n.p.m. żyje około 100 osób.

Przemierzając ją, ma się wrażenie, że czas się zatrzymał.

Nie znajdziemy tutaj wyciągów narciarskich, linii energetycznych, nowych domów wakacyjnych czy parkingów. Zresztą te i tak są niepotrzebne, bo przywilej jazdy samochodem dotyczy wyłącznie mieszkańców doliny. Przepisy reguluje zawarte ponad pół wieku temu porozumienie, które chroni to, co w Val Fex najcenniejsze.

Idylliczne miejsce. Aż nie chce się iść dalej.

Idealna dolina - idealne miasto.

Spacerując po Sils im Engadin/Segl, czujemy się jak na planie filmowym. Każdy szczegół jest dopieszczony, ulice lśnią czystością, a wszystko tworzy spójną całość. Ani jednego przepełnionego kosza, ścian pokrytych brzydkim graffiti, czy budynków, które wciśnięto, by zagospodarować ostatni skrawek zieleni.

Natrafiamy również na dom, w którym Fryderyk Nietzsche wynajmował skromny pokój. Do miasteczka przyjeżdżał w miesiącach letnich, by zażyć spokoju i podreperować zdrowie.

Przez wiele lat budynek pozostawał własnością rodziny Durisch. Obecnie mieści się tu muzeum, upamiętniające życie i twórczość tego wybitnego filozofa. Niestety nie jest nam dane, by zajrzeć do środka. Na zegarku dochodzi 19:15, a to oznacza, że od ponad godziny muzeum nie przyjmuje już zwiedzających.

Dzień powoli dobiega końca, pakujemy się do auta i wracamy do doliny Poschiavo.

Mijamy ponownie Sankt Moritz i Pontresinę, za którą na chwilę "kończy się" cywilizacja. Zewsząd otacza nas ciemność i wyniosłe szczyty gór. A jeszcze nie tak dawno przechadzaliśmy się po raju.

Do następnego! Paulina

Dołącz do newslettera!

Szukasz podróżniczych inspiracji po bliższych i dalszych zakątkach Europy? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco. Obiecujemy dzielić się tylko wartościowymi treściami.

Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności i regulamin newslettera.