Trasa Cagliari - Palermo i poranek z kozami, czyli witaj Sycylio!

Z Sardynii ruszyliśmy na Sycylię. Prom do Palermo odpływał z Cagliari, dlatego do przejechania mieliśmy praktycznie całą długość wyspy. Bardzo nas to ucieszyło, bo mieszkając w La Muddizzie, nie wychylaliśmy nosa poza północne wybrzeże.

Tak wygląda początek listopada na Sardynii. Kolory nadal pięknie.
A my pakujemy ostatnie torby i ruszamy w drogę
Pakowanie idzie nam coraz lepiej. Większość rzeczy mamy spakowane dzień wcześniej, dzięki czemu w dniu wyjazdu omija nas TA cała bieganina. Mimo to dzień wyjazdu zawsze jest pełen emocji. Kończy się pewien epizod i trzeba pożegnać się z miejscem, w którym się już prawie zadomowiło.


Jedziemy drogą krajową SS125
To panoramiczna droga (L'Orientale Sarda), która biegnie przez wschodnią Sardynię. Rozciąga się między dwoma miastami - Palau na północy i Cagliari na południu.

Najciekawszy odcinek znajduje się na trasie Dorgali - Baunei
Dziki krajobraz, góry, a nawet kanion.... No i oczywiście masa zakrętów.
Na zegarze wybiła 17:00. Za oknem widać coraz mniej, ale i tak jest pięknie.



Coraz bliżej Bari Sardo, w którym mamy zaplanowany nocleg
Przez przypadek zjeżdżamy z SS125. Na szczęście do celu prowadzi więcej niż jedna droga.

A na następny dzień zaglądamy na plażę
Spiaggia della Torre di Barì w godzinach przedpołudniowych jest prawie pusta.



Atrakcją przy plaży jest Torre di Barì
To kamienna wieża strażnicza stojąca na skalistym przylądku. Jest częścią tego miejsca od ponad 450 lat. Wybudowana za czasów hiszpańskich rządów, do ochrony przez piratami.


Przed 14:00 docieramy do Cagliari
Mamy wielkie plany na zwiedzanie, które kończą się na szukaniu wolnego miejsca do zaparkowania i zjedzeniu burgerów z widokiem na port. Priorytetem jest prom, na który bardzo nie chcielibyśmy się spóźnić.

Punkt 15:00 siedzimy już w aucie i czekamy w kolejce
Gdy zbliżamy się do bramek, służby celne dają mi znać, że trzeba wysiąść z samochodu i udać się na kontrolę. Najpierw do namiotu, potem do dużej hali przypominającej terminal na lotnisku.
Po około 40 minutach wjeżdżamy na prom.
Teraz najważniejsze jest zaparkowanie auta. Porządku na płycie parkingowej pilnuje kilku panów, którzy krzykami i gestami dają znać, gdzie kto ma stać.
Wyobrażam sobie, że wszyscy kierowcy starają się sprostać wymaganiom i zaparkować w dość ciasnej przestrzeni.

Po zaniesieniu plecaków do kabiny, udajemy się na zewnątrz
Tym razem każdy z nas mógł wziąć ze sobą tylko jeden bagaż. To praktyczne rozwiązane, gdy trzeba zwolnić pokój i przez ponad godzinę chodzić ze wszystkim, co się zabrało ze sobą.



Na promie jest o wiele mniej osób niż na początku października, gdy płynęliśmy z Livorno do Olbii.
Tym razem nie ma hucznej imprezy.
Na spokojnie płyniemy w kierunku Sycyli. Cały rejs ma trwać 12 godzin.

O 4:00 nad ranem jesteśmy już spakowani
Do portu powinniśmy zawinąć do godziny. W tym czasie obmyślamy plan na pierwszą połowę dnia.
Poranne godziny chcemy wykorzystać na zwiedzanie Palermo. I chcemy zobaczyć wschód słońca... z widokiem na Palermo.

Wjeżdżamy na punkt widokowy - Belvedere di Monte Pellegrino (458 m n.p.m.)
Parkujemy na obszernym i prawie pustym parkingu przy Via Padre Giordano Cascini.
Słońce zaczyna wynurzać się zza gór. Jest przejmująco pomarańczowe, tak że ciężko oderwać od niego wzrok.


Wszystko powoli pokrywa się ciepłym filtrem, który sprawia, że otaczająca rzeczywistość wygląda... trochę nierzeczywiście.


Nagle zapachniało serem... Kozim serem
A gdzie ser, muszą być i kozy. Oczywiście mają najlepsze miejscówki.


Wzgórza pilnuje święta Rozalia
Jej postać jest szczególnie bliska mieszkańcom Palermo. Święta Rozalia jest patronką miasta.




Pierwsze godziny na Sycylii zdecydowanie należą do udanych.
Teraz czas zobaczyć Palermo z bliska.
Dziękuję za odwiedziny! Do zobaczenia ;-) Paulina
-----------------