Sentymenty i wspominki, czyli podsumowanie naszej pierwszej podróży “po Europie”

Z głośników leci muzyka z Disco Elysium, a za oknem pada deszcz (Irlandia pozdrawia!). To najlepszy moment, by siąść do komputera i podsumować naszą pierwszą podróż. Trwała ona 5 miesięcy - w tym czasie pracowaliśmy zdalnie i zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc.
Czego możecie spodziewać się w tym wpisie?
1. Krótkiej oceny miejsc, w których mieszkaliśmy.
2. Zestawienia najpiękniejszych momentów podróży.
3. Kilka słów na temat wrażeń.
Gdzie mieszkaliśmy?
1. Austria - Graz (dzielnica Mariatrost).
2. Szwajcaria - San Carlo (dolina Poschiavo).
3. Północne Włochy - Capronno (niedaleko jeziora Maggiore).
4. Sardynia - La Muddizza (płn. część wyspy).
5. Sycylia - Mazzaforno (niedaleko Cefalù).
Location, location, location
Jak widzicie, większość miejsc, w których się zatrzymaliśmy to wioski lub miasteczka. Na tym nam zależało. Na zieleni, spokoju, małych społecznościach.
Przed rezerwacją czytaliśmy co nieco o danym miejscu. Korzystaliśmy ze street view i przeglądaliśmy zdjęcia, tak by mieć jakiekolwiek pojęcie o miejscu, do którego planujemy jechać.
Jak nam to wyszło w praktyce?
Graz - ładne i przyjemne miasto (nawet w sezonie)
Podróż zaczęliśmy w Grazu, w szczycie sezonu. I było to zaskakująco przyjemne doświadczenie.

Mieszkaliśmy w dzielnicy Mariatrost, która okazała się taką namiastką małego miasteczka. Duuużo zieleni (błogosławieństwo w upalne dni), terenów spacerowych, dużo domów jednorodzinnych (wiele z nich praktycznie tonęło w zieleni).

Centrum Grazu zwiedzaliśmy weekendami. Na spokojnie, wraz z innymi turystami, których nie było aż tak dużo.
San Carlo - przepiękna wieś, ale ciężko nam być obiektywnym
Do San Carlo trafiliśmy przez koty.
Wybraliśmy ofertę, dzięki której nie tylko mieliśmy dach nad głową na cały miesiąc, ale mogliśmy również realizować się jako koci wolontariusze (przynajmniej mój Mąż).
Samo San Carlo to mała wieś w dolinie Poschiavo, niedaleko włoskiej granicy. Nie jest to żadne turystyczne miejsce “wymuskane” pod odwiedzających.

Stare murowane domy z niezbyt dużymi oknami ułożone są ciasno wzdłuż głównej drogi. W powietrzu unosi się zapach “stajni” i świeżo skoszonej trawy, a do środka pchają się całkiem pokaźnej wielkości pająki… oraz inne futrzaste stworzenia.
Spacerować można tu do woli. Wzdłuż rozległych pól, w towarzystwie “głośnej” rzeki Poschiavino. Przy odrobinie szczęścia “górą” przejdą czerwone wagony Berniny Express wiozące turystów.

Capronno - jesteśmy we Włoszech, ale nadal jeździmy do Szwajcarii
Do Capronno trafiliśmy, bo nie było już fajnych mieszkań w okolicy jeziora Como. Koniec końców wyszło nam to na dobre, bo znad jeziora Maggiore mieliśmy bliżej do kantonu Valais, niż mielibyśmy znad Como.

Samo Capronno (mimo że to urokliwa i zadbana wieś) nie zrobiło na nas ogromnego wrażenia. Najbardziej brakowało nam łatwo dostępnych terenów do spacerowania i widoku na dalszą okolicę - ten przysłaniały wszechobecne pola kukurydzy. No i komary. Były dla nas bezlitosne.

Życzliwość okazali nam jednak mieszkańcy Capronno, którzy pomogli zdobyć pożywienie dla naszego straszyka.
La Muddizza - odpoczywamy na plażach i spacerujemy wśród pól karczochów
Kolejnym przystankiem była Sardynia. Szukaliśmy “czegoś” przy wodzie i tak trafiliśmy do La Muddizzy.
Miejsce bardzo nam się spodobało. Blisko do morza, dużo terenów spacerowych, winnice, pola karczochów, pasące się owce…

Sama La Muddizza to niewielkie miasteczko z jednym sklepem spożywczym, warzywnikiem i kilkoma barami, przed którymi zawsze ktoś przesiadywał (a my mimo szczerych chęci, nigdy żadnego nie odwiedziliśmy).

Poza sezonem jest tu bardzo spokojnie. Turystów można by policzyć na palcach, a najwięcej hałasu robiło morze podczas naprawdę wietrznych dni.
Mazzaforno - wygrzewamy się na słońcu i zwiedzamy wyspę
Na Sycylii również wybraliśmy miejsce “przy wodzie”. Zatrzymaliśmy się w Mazzaforno, które bezpośrednio sąsiaduje z bardziej znanym Cefalù. Mazzaforno to niewielka dzielnica z eleganckimi domami i nowoczesnymi hotelami.

Poza sezonem niewiele się tu dzieje, co jak najbardziej nam odpowiadało.
Codziennymi atrakcjami były spacery po plaży, czy siedzenie na tarasie i wystawianie buzi do słońca (pogoda w listopadzie bardzo nas rozpieszczała).

Najpiękniejsze momenty
Oczywiście to te związane z naturą! W trakcie podróży zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc i wybór tych “naj” wcale nie był taki prosty. Nawet codzienne spacery dostarczały wrażeń estetycznych.

Momenty, które wspominam najmilej to:
1. Widoki z drogi Grossglockner Hochalpenstrasse
Pierwsze spotkanie z "wyższymi" Alpami. Nie spodziewaliśmy się, że widoki będą aż tak ładne. Na dodatek zaczęło się wypogadzać, więc już przepadliśmy całkiem. Mieliśmy ochotę zatrzymywać się co chwilę na poboczu i po prostu patrzeć na wszystkie strony.

2. Dolina Poschiavo o zachodzie słońca
Nagroda po całym dniu chodzenia. Tego samego dnia zobaczyliśmy już lodowiec i jezioro Palü, więc myśleliśmy, że nic już nas nie zaskoczy. Tymczasem widok doliny Poschiavo odebrał nam mowę.

3. Dolina Fex (także o zachodzie słońca)
Mam pewną teorię, która brzmi: “Najlepsze widoki czekają po przejściu przez las”. Sprawdziło się z doliną Poschiavo, z doliną Fex również.

4. Lodowiec Aletsch, a w szczególności dwa miejsca
a) Widok z góry na schronisko Gletscherstube Märjelen.
Niby same skały i “trochę” lodu, ale tak naprawdę ilość detali i przestrzeń była… Przez kilka minut szukałam właściwego określenia na ten moment, ale żadne nie było odpowiednie. Tak tam było ładnie. :)

b) Widok na lodowiec z punktu, który znajdował się blisko schroniska.
Nie jest to może najładniejsze ujęcie, ale jedno z moich najulubieńszych z całej podróży. Zwłaszcza ten fragment z ludźmi.

5. Spacer po Szlaku Pięciu Jezior
Dzień, w którym dane nam było zobaczyć Matterhorn, był ciepły, słoneczny i bezchmurny. Poza Matterhornem, który oczywiście robił wrażenie, równie zjawiskowe były kolory, w które ubrana była natura.

6. Castelsardo o zachodzie słońca
Mimo że na Sardynii nie zobaczyliśmy za wiele miast, to na jedno patrzyliśmy się wyjątkowo często. To widoki z naszej ulubionej plaży przy La Muddizzie - Spiaggia San Pietro A Mare di Valledoria.

7. Pierwszy poranek na Sycylii
Zaraz po przypłynięciu na Sycylię, udaliśmy się na punkt widokowy Belvedere di Monte Pellegrino, który znajduje się niedaleko Palermo. O poranku poza nami była tam tylko jedna osoba… no i trochę kóz.

A jak to się zaczęło?
O podróżowaniu po Europie myśleliśmy baaardzo długo, aż w końcu przeszliśmy do działania.
O tym, jak wyglądało przygotowanie do podróży i pakowanie, przeczytacie w tym wpisie: Samochodem po Europie. Jak przygotować się do podróży i nie zwariować.

Wszystkie podsumowania miesiąca znajdziecie poniżej
W podsumowaniach zawsze jest więcej informacji na temat samego miejsca i ciekawych miejsc, które odwiedziliśmy.
1. Austria: Grüß Gott! Czyli jak się nam mieszkało i pracowało w Austrii
2. Szwajcaria: To było nasze najlepsze lato. Podsumowanie miesięcznego pobytu w Szwajcarii
3. Włochy: Nasz pobyt w północnych Włoszech. Miesiąc kolejek, życzliwych sąsiadów i za cienkich kołder
4. Sardynia: Sardyńskie "slow life". Nasz miesiąc na Wyspie Szczęścia
5. Sycylia: Opowieści z krainy ognia i lawy. Nasz miesiąc na Sycylii
A o tym, jak wracaliśmy do Polski, przeczytacie tutaj: Trasa Sycylia - Polska, czyli wracamy do domu!
Podobało nam się ogromnie!
Oczywiście, były takie momenty, kiedy nie wszystko szło po naszej myśli i emocje targały człowiekiem, ale kto by o tym pamiętał, gdy ma się na koncie taką przygodę.

Co więcej, taka forma podróżowania spodobała się nam tak bardzo, że postanowiliśmy pojechać na drugi “trip”, tym razem na północ.
Dziękuję za odwiedziny! Do zobaczenia ;-) Paulina
-----------------