Słowa Płyną

Słowa Płyną

Na spotkanie z gigantem. Niezapomniany hiking z widokiem na lodowiec Aletsch

Na spotkanie z gigantem. Niezapomniany hiking z widokiem na lodowiec Aletsch

Po raz pierwszy było mi dane zobaczyć lodowiec w Austrii, podczas przejażdżki Grossglockner Hochalpenstrasse. Lodowiec Pasterze wywarł na mnie tak silne wrażenie, że przy każdej możliwej okazji szukałam sposobu, by po raz kolejny popatrzyć na te ogromne masy przemieszczającego się lodu. Akurat znajdowaliśmy się w północnych Włoszech, skąd mieliśmy całkiem blisko do największego lodowca Alp… 

Lodowiec Aletsch leży w Alpach Berneńskich, w kantonie Valais w Szwajcarii

Aby go zobaczyć, potrzebujemy dotrzeć do miasteczka Fiesch, a następnie przejechać się dwiema kolejkami. Chwila namysłu, może dwie (w końcu chodzi o te “straszne” kolejki) i postanawiam, że jadę!

Plan wycieczki wygląda następująco:

1. Wjazd kolejkami na punkt widokowy "Eggishorn".

2. Zejście do drugiego punktu widokowego, znajdującego się niedaleko schroniska Gletscherstube Märjelen.

3. Powrót do stacji "Fiescheralp", skąd zjedziemy z powrotem do Fiesch.

Trasa wynosi 10 km, suma zejść około 700 m.

Ruszamy z Capronno, skąd mamy do przejechania 163 km

Po raz kolejny przejeżdżamy przez Ganterbrücke. Most jest częścią drogi, która przebiega przez przełęcz Simplon, łączącą kanton Valais z włoskim Piemontem. 

mój opis mojego obrazka

Ganterbrücke wznosi się na wysokość 1450 m n.p.m., a jego długość wynosi 678 metrów. 

Konstrukcja jest imponująca. Co ciekawe, dzięki spektakularnej rozpiętości i ruchomym podstawom filarów, most może się przesuwać nawet o 50 cm.

Coraz bliżej Fiesch i coraz ładniejsze łąki.

W końcu docieramy na miejsce. Auto zostawiamy na parkingu i kierujemy się w stronę budynku, na którym znajduje się duży napis: "EGGISHORN" oraz rozpiska tego, co nas czeka w ciągu najbliższych 30 minut.

Bilety kupujemy na miejscu w okienku... i zaczynamy wycieczkę!

Najpierw jedziemy dwiema kolejkami na punkt widokowy "Eggishorn"

Do Fiesch można dotrzeć również pociągiem. Więcej na temat połączeń komunikacyjnych na stronie Aletsch Arena.

A my jedziemy dalej. Wagony są bardzo nowoczesne i wygodne. Nastroje pozytywne, choć w moim przypadku stres jest. To jeszcze nie moment, by zrelaksować się w tych dyndających nad ziemią pudełkach.

Wysiadamy na stacji Fiescheralp (2212 m n.p.m.)

Tutaj czeka na nas większy wagon, który odjeżdża o ustalonych godzinach i może pomieścić więcej osób niż ten, do którego wsiadaliśmy w dolinie.

Zaczyna się robić ciekawie.

Docieramy na punkt (nie)widokowy "Eggishorn" (2869 m n.p.m.)

Wszyscy są mniej lub bardziej rozbawieni aktualną sytuacją. Mnie się podoba. Jest klimat. Zresztą spójrzcie sami.

Czy zobaczymy dziś Grosser Aletschgletscher?

Turyści, z którymi rozmawiamy, dają nam nadzieję. Według nich chmury niedługo sobie "pójdą" i będzie można zobaczyć lodowiec.

To "niedługo" przeczekujemy w Horli-Hitta.

W końcu jest! Lodowiec Aletsch

Robi OGROMNE wrażenie.

Lodowiec ma ponad 20 km długości i waży około 10 mld ton. Zajmuje obszar o powierzchni niemal 80 km², a jego średnia szerokość wynosi 1,5 km.

Great Aletsch Glacier składa się z trzech mniejszych lodowców, zbiegających się w Konkordiaplatz, gdzie grubość lodu osiąga ponad 750 metrów.

Przy dobrej pogodzie z Eggishorn można podziwiać nie tylko Konkordiaplatz, ale również Jungfrau (4 158 m n.p.m.) - trzeci pod względem wysokości szczyt Alp Berneńskich.

Podziwiamy panoramę, robimy dużo zdjęć i zbieramy się dalej.

Naszym celem jest kolejny punkt widokowy na lodowiec, który znajduje się blisko schroniska Gletscherstube Märjelen (2360 m n.p.m.)

Oznacza to, że potrzebujemy zejść ponad 500 m w dół. Początek trasy jest dość stromy i wąski. Trzeba uważać.

Na szlaku cisza i spokój. Czasami miną nas inni turyści, ale jest ich niewiele i każdy wydaje się być zajęty zdobyciem własnego "celu".

Ten kamień zatrzymuje nas na dłużej

Zastanawiamy się, o co chodzi z tym szarym oznaczeniem i którędy powinniśmy dalej iść.

Kręcimy się chwilę po tych kamieniach, bardzo powoli i ostrożnie, próbując wrócić na szlak.

Kilkanaście minut później z radością powracamy na właściwą ścieżkę.

Przestrzeń w górach jest niesamowita. Czasem ciężko "ogarnąć", jak bardzo jest ogromna, dopóki nie zestawi się jej z człowiekiem.... lub obiektami przez niego stworzonymi.

Jeszcze trochę w dół i kolejny etap wycieczki zaliczony.

Meldujemy się w schronisku Gletscherstube Märjelen

Postanawiamy zatrzymać się na coś ciepłego. Danie przypomina strogonowa i w obecnych warunkach smakuje niemal "wybornie". Czas nagli, więc nie rozsiadamy się na długo.

Wychodząc, moją uwagę przykuwa rząd ułożonych butów. "No tak, poza jedzeniem, można tu jeszcze przenocować". To na pewno musi być ciekawe doświadczenie.

Za 20 minut powinniśmy być na miejscu. Ścieżka jest dość wąska, ale wygodna. Doceniamy, że nie ma wielkich kamieni, przy których trzeba bardziej uważać.

Lodowiec Aletsch po raz drugi!

Czuję się trochę jak w zoo, gdzie przychodzi się zobaczyć zwierzęta, które nie występują w naszej szerokości geograficznej oraz są zbyt niebezpieczne (lub delikatne), żeby spotkać się z nimi twarzą w twarz.

Jestem również onieśmielona, a nawet przytłoczona. Gdzie wzrokiem sięgnąć - rozciąga się pustkowie. Bez sielskich łąk, których kolor jest balsamem dla oczu. Bez turkusowych jezior, które dopełniają błękit nieba. Nie ma tu krów ani owiec. Można powiedzieć, że nie ma tu nic. Choć dobrze wiem, że to nieprawda.

W dole coś się porusza. Wytężam wzrok. "To ludzie! Mali jak mrówki". Kręcą się przy tym "brudnym śniegu", próbując podejść jak najbliżej. Ich obecność pomaga jeszcze lepiej zrozumieć, z jak wielką masą lodu mamy do czynienia.

Panorama na lodowiec Aletsch - największy lodowiec Alp. Autorka bloga Słowa Płyną siedzi na dużym kamieniu i spogląda na tony wiecznego śniegu.

Choć od stania w miejscu robi się szybko zimno, to i tak niechętnie zbieram się "do wyjścia". Chwila na sprawdzenie, czy wszystko mamy i ruszamy dalej, tzn. wracamy w okolice schroniska.

Niedaleko schroniska znajduje się tunel Tälligrat, przez który chcemy przejść

Dzięki temu unikniemy wspinaczki i oszczędzimy czas.

Tunel został wybudowany w latach 80. XX wieku. Budowa tunelu miała związek z pracami, których celem było zaopatrzenie regionu Aletsch w wodę.

Włączamy latarki i wchodzimy. Idzie się całkiem przyjemnie. Miejscami trzeba uważać na większe kałuże z wodą.

Długość tunel wynosi 1 km, więc już po chwili znajdujemy się "po drugiej stronie" góry.

Teraz czeka nas już tylko spokojny spacer prosto do stacji kolejki

Widoki są wspaniałe, więc co chwilę zatrzymujemy się na "oglądanie". Na szczęście słońce zaczyna powoli zachodzić.

Ostatnie spojrzenia na ośnieżone czterotysięczniki. Tam gdzieś po prawej powinien być Matterhorn.

Zadowoleni pakujemy się do kolejki. Poza nami na zjazd czeka kilku innych chętnych. Chwila moment i wagony zaczynają się ruszać. Jedziemy.

Zjazd kolejką w miejscowości Fiesch w Alpach. W dole nisko drzewa, na horyzoncie panorama gór.

Większe wrażenie robi zdecydowanie jazda w dół, niż w górę.

Z powrotem w Fiesch. :) Ostatnie zdjęcie lodowca tego dnia i czas wracać do Capronno, gdzie spędzamy jeszcze tydzień. A potem? Potem ruszamy na południe, jeszcze bardziej oddalając się od przepięknej Szwajcarii.

Dziękuję za uwagę, z pozdrowieniami ;-) Paulina

Dołącz do newslettera!

Szukasz podróżniczych inspiracji po bliższych i dalszych zakątkach Europy? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco. Obiecujemy dzielić się tylko wartościowymi treściami.

Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności i regulamin newslettera.